Rozmawiamy z Bartoszem Nieciem, który od lat analizuje ruch klientów w centrach handlowych dla sieci detalicznych. Zapytaliśmy go wprost: kiedy warto iść na zakupy, żeby nie wpaść w tłok?
Kiedy pełna galeria staje się problemem?
Bartosz Nieć: Zawsze wtedy, gdy ludzie mają wolne w tym samym czasie. Weekendy, pierwsze dni po wypłatach, okresy przedświąteczne. Ruch w galerii w te dni jest przewidywalny - i właśnie dlatego można go unikać.
Które godziny zakupów są najbardziej oblegane?
B.N.: Sobota między 13:00 a 15:00 to absolutny szczyt. Tłok w galerii jest wtedy porównywalny do godzin szczytu w komunikacji miejskiej. Piątkowe popołudnia też są trudne. Natomiast środa rano to zupełnie inny świat.
Co polecasz osobom, które chcą spokojnych zakupów?
B.N.: Zakupy poza szczytem to kwestia wyboru dnia, nie tylko godziny. Mniej ludzi w galerii pojawia się wtedy, gdy większość jest w pracy lub szkole. Wtorek i środa przed południem to złoty standard. Jeśli ktoś pracuje zdalnie lub ma elastyczne godziny - to jest jego przewaga.
Czy pora na zakupy wpływa też na decyzje zakupowe?
B.N.: Zdecydowanie. Ruch w sklepach generuje presję społeczną. Kiedy jest kolejka, kupujesz szybciej i mniej uważnie. W spokojnym środowisku łatwiej porównać produkty, zapytać ekspedientkę o szczegóły, wrócić do przymierzalni drugi raz.
Zrozumienie rytmu ruchu klientów to prosta wiedza, która realnie poprawia komfort zakupów.